Boże,
stoję dziś u progu dnia, który – jeśli pozwolisz – będzie kolejnym rokiem mojego życia.
I zanim ten próg przekroczę, chcę na chwilę się zatrzymać.
Nie po to, żeby liczyć lata.
Ale żeby zobaczyć, ile w nich było Twojej cichej obecności.
Dziękuję Ci za życie.
Za wszystko, co było jasne i proste.
Za ludzi, którzy przyszli i zostali.
Za tych, którzy odeszli, ale zostawili we mnie ślad dobra.
Dziękuję Ci też za to, co bolało.
Za drogi, które były kręte.
Za chwile, w których nic nie rozumiałem.
Bo dopiero po czasie widać, że nawet tam byłeś.
Panie, daj mi serce uważne.
Takie, które nie przechodzi obojętnie obok człowieka.
Daj mi oczy, które potrafią zobaczyć dobro —
nawet gdy jest małe i ciche.
Ucz mnie prostoty.
Żeby nie komplikować tego, co najważniejsze.
Żeby kochać ludzi, zanim będzie za późno.
Żeby mówić dobre słowa, póki jeszcze ktoś chce ich słuchać.
Jeśli przede mną jeszcze wiele dni — prowadź mnie.
Jeśli mniej niż myślę — tym bardziej prowadź mnie dobrze.
Daj mi odwagę żyć naprawdę.
Nie tylko przeżyć kolejny rok.
A kiedy jutro obudzę się w dniu moich urodzin,
pozwól mi pamiętać, że życie nie jest tylko moje.
Jest darem.
I że najpiękniej oddaje się je wtedy,
kiedy staje się dobrem dla innych.
Amen.


