Okulary w masywnych oprawkach. Wystające obojczyki. Chude ręce. Chude nogi. A w głowie przekonanie, że jestem za gruba. Za brzydka. Że jestem niewiele warta… Dziś patrzę na swoje stare zdjęcia i zastanawiam się: jak bardzo można nie widzieć samej siebie? Jak można patrzeć w lustro i w swoim odbiciu dostrzegać tylko to, co kiedyś usłyszało się od innych? Bo słowa nie kończą swojego żywota w chwili, kiedy ktoś je wypowiada. One zostają. Rosną razem z nami. I w końcu przestajemy pamiętać, kto je powiedział, ale zaczynamy mówić nimi sami do siebie.
Kiedy kończyłam szkołę podstawową, jedna z nauczycielek uznała, że liceum i technikum to dla mnie za wysokie progi. Jej zdaniem byłam na te szkoły za głupia. Miałam wtedy kilkanaście lat. Nie potrafiłam jeszcze spojrzeć na siebie z dystansu ani oddzielić własnych możliwości od opinii dorosłych. Przyjęłam więc tę ocenę jako fakt i wybrałam szkołę zawodową.
Czy byłam głupia?
Nie
Byłam po prostu dzieckiem, za którym nikt nie stanął… Nikt nie powiedział – spróbuj, dasz radę.
Miałam jednak szczęście. W zawodówce trafiłam na nauczyciela, który zobaczył we mnie zdolną, ambitną dziewczynę… szkołę skończyłam z wysoką średnią i z pasją pisania, bo ktoś wtedy odkrył we mnie także ten talent. W końcu ktoś spojrzał na mnie nie przez pryzmat swojej oceny, ale przez pryzmat tego, kim naprawdę mogłam być.
Ale lata mijały, a ja gdzieś z tyłu głowy zawsze miałam tę jedną myśl. Za głupia.
Dlaczego dziś o tym piszę?
Bo człowiek potrzebuje czasami tylko jednej osoby, która zobaczy w nim coś więcej, niż on sam w sobie widzi. Nie dlatego, by magicznie zmienić jego możliwości, ale by pomóc je zauważyć. Odkryć.
Ale jedna osoba potrafi też zrobić coś odwrotnego.
Potrafi wmówić człowiekowi, że jest za słaby, za mało zdolny, za mało wartościowy. Potrafi jednym zdaniem podciąć skrzydła… sprawić, że człowiek zacznie patrzeć na siebie cudzymi oczami.
Dlatego niezmiennie powtarzam – uważajmy na słowa, które wypowiadamy do dzieci. Do młodych ludzi. Do swoich pracowników. Do partnerów. Do tych, którzy przychodzą do nas z jakimś problemem.
Bo można komuś powiedzieć jedno zdanie i zapomnieć o nim następnego dnia. A ktoś będzie je nosił w sobie przez trzydzieści kolejnych lat.
„Nie nadajesz się”… „Jesteś za słaby”… „Jesteś beznadziejny”… „Nigdy niczego nie osiągniesz”… „To nie dla ciebie”.
Nie wiemy, gdzie te słowa osiądą. Nie wiemy, czy kiedyś nie staną się czyimś wewnętrznym głosem. Czy po nich, ktoś nie spuści głowy i nie zacznie żyć zgodnie z cudzą oceną.
Dziś patrzę na tamtą młodą dziewczynę i chciałabym powiedzieć jej coś, czego wtedy nie umiałam:
Nie jesteś głupia. Nie jesteś za mało zdolna. Nie jesteś przegrana. Po prostu jeszcze nie spotkałaś ludzi, którzy potrafią zobaczyć w Tobie dobro i możliwości.
I może właśnie to powinieneś dziś powiedzieć sobie.
Nie musisz od razu uwierzyć, że możesz osiągnąć wszystko – wystarczy, że przestaniesz wierzyć tym, którzy wmówili Ci, że nie możesz osiągnąć nic.
Pamiętaj![]()
Nie jesteś swoim najgorszym dniem.
Nie jesteś swoją szkolną opinią.
Nie jesteś cudzym rozczarowaniem, czy plotką w pracy.
Nie jesteś tym, co ktoś o Tobie powiedział w złości.
I jeszcze jedno![]()
Masz prawo zmieniać zdanie. Masz prawo odkrywać nowe możliwości w wieku dwudziestu, czterdziestu, pięćdziesięciu czy siedemdziesięciu lat.
Masz prawo powiedzieć „nie wiem”, „nie chcę” i „nie zgadzam się”. Masz prawo zmienić kierunek, kiedy dotychczasowa droga przestaje być twoja.
Masz prawo chronić swój czas, energię i własne granice.
Masz prawo wybierać ludzi, przy których nie musisz udawać kogoś innego.
Masz prawo zacząć od początku, nawet jeśli inni uważają, że jest już za późno.
Masz prawo żyć bez ciągłego oglądania się na cudze opinie.
Masz prawo powiedzieć: „Przez wiele lat myślałem o sobie źle. Dzisiaj już nie chcę”.
A potem zrób jeden mały krok. Dla siebie… i nie pozwól, żeby człowiek, który Cię poniża… w oczach którego znaczysz niewiele – stał się głosem w Twojej głowie.
Spróbuj. Ja w Ciebie wierzę.
PS. To zdjęcie przypomina mi, że punkt, z którego zaczynasz, nie wyznacza miejsca, do którego możesz dojść.
To były moje pierwsze studia – ukończone z wyróżnieniem. Potem przyszły kolejne. I kolejne stypendia rektora za wysokie wyniki w nauce.
Piszę o tym nie po to, żeby się przechwalać. Piszę, bo kiedyś ktoś próbował przekonać mnie, że powinnam mierzyć niżej.
Możesz zacząć później. Możesz zaczynać od zera. Możesz nie mieć pewności siebie. Możesz się bać. Możesz po drodze popełniać błędy, ale… nie pozwól, żeby czyjaś opinia stała się granicą Twoich możliwości. Żeby jedno zdanie, jedna ocena czy czyjś brak wiary zdecydowały o tym, jak wysoko wolno Ci mierzyć.
Taka myśl na dzisiaj.


