Nekrolog… kolejny w tym miesiącu i kolejne znajome nazwisko. Odszedł ktoś, kogo znałam. Kto miał swoje plany, zwyczajne sprawy do załatwienia. Ktoś, kto prawdopodobnie jeszcze niedawno nie przypuszczał, że jego życie tego dnia zamknie się między dwiema datami.
I wtedy pojawia się myśl, przed którą większość z nas ucieka – kiedyś znajdzie się tu moje nazwisko.
To jedna z niewielu prawd, których możemy być pewni na sto procent, ale mimo tego żyjemy tak, jakby nas nie dotyczyła. Mijamy nekrologi i biegniemy… do swoich zajęć, po więcej pieniędzy, po większy dom, po lepszy samochód. Po kolejne rzeczy, których jeszcze nie mamy, choć szafy już się nie domykają…
Gromadzimy. Zbieramy. Odkładamy. Jakbyśmy mieli zostać tu na zawsze. Czasami mam wrażenie, że świat przypomina wielkie lotnisko. Wszyscy gdzieś lecą… biegną… tak szybko, że przestają dostrzegać innych ludzi i cenić czas.
A przecież…
Umrze lekarz, który ratował ludzkie życie.
Umrze sprzątaczka, która dbała o porządek.
Umrze prezes wielkiej firmy i kasjerka z osiedlowego sklepu.
Umrze profesor z tytułami przed nazwiskiem i kierowca autobusu, który codziennie woził ludzi do pracy.
Umrze polityk. Umrze ksiądz. Umrze artysta.
Umrze milioner otoczony majątkiem.
Umrze bezdomny, który nie miał prawie nic.
Każdy kiedyś umrze.
Wobec śmierci znikają stanowiska, pieniądze, zaszczyty i metki, które tak pieczołowicie przypinamy sobie nawzajem.
Zostaje tylko człowiek.
I nie będzie miało znaczenia, ile kont bankowych posiadał, ile metrów miał jego dom, jakim samochodem jeździł ani, ile rzeczy udało mu się zgromadzić. Nie zabierze ze sobą ani złotówki. W trumnie mojego taty był tylko jego wymodlony, stary drewniany różaniec. Pewnie bardziej dla nas niż dla niego…
Można wykupić najlepsze ubezpieczenie, ale nie wykupisz dodatkowego roku życia. Można mieć wpływy, znajomości i władzę, ale nie zatrzymasz ani jednej sekundy…
Można mieć pełne konto i nikogo w sercu. Można mieszkać w pięknym domu i nie zauważyć, że rodzina mieszka już gdzie indziej – w swoich światach, w swoich samotnościach, swoich zranieniach. Niektórzy przez całe życie zbierają rzeczy, a na końcu odkrywają, że zabrakło im czasu na to, co miało największą wartość.
…I można mieć niewiele, ale zostawić po sobie ślad w ludzkich sercach, którego nie zatrze czas.
Pogrzeby są pełne ludzi. Pełne kwiatów, wieńców i pośpiesznych zapewnień „w naszej pamięci”. Zatrzymuję się na chwilę. Patrzę na nekrolog koleżanki z dawnej klasy. I… zamiast myśleć o śmierci, myślę o życiu. Bo świadomość, że kiedyś przyjdzie odejść, nie jest zaproszeniem do lęku. Jest przypomnieniem, żeby nie zmarnować czasu, który został nam dany.
Każdy nekrolog jest cichym kazaniem. Nie krzyczy. Nie oskarża. Po prostu przypomina, że nasze życie nie trwa wiecznie. Mówimy: jutro, za miesiąc, kiedyś. A śmierć przychodzi do nas w połowie słowa.
Słońce wzejdzie.
Ludzie pójdą do pracy.
Ktoś zrobi zakupy.
Ktoś zakocha się po raz pierwszy.
Ktoś inny będzie świętował urodziny.
Świat nie zatrzyma się dla nikogo.
Kochani, nie pozwólcie, aby pośpiech ukradł wam życie. Nie pozwólcie, aby telefon był ważniejszy od rozmowy.
Martwimy się opiniami ludzi, którzy za kilka lat mogą nawet nie pamiętać naszego imienia. Zabiegamy o rzeczy, które po naszej śmierci ktoś spakuje do pudełka, sprzeda, odda albo wyrzuci. Walczymy o rację. Obrażamy się. Nosimy urazy przez lata. Odkładamy miłość na później. Jakbyśmy byli właścicielami czasu… A przecież jesteśmy tylko jego gośćmi.
Nie będzie dodatkowych lat dla tych, którzy mają więcej pieniędzy.
Może warto więc od czasu do czasu zapytać samego siebie – gdyby dziś zamknęła się moja historia, czy byłbym zadowolony z człowieka, którym się stałem?
Nie z tego, co osiągnąłem. Nie z tego, co posiadam. Z tego, kim jestem…
Czy ktoś będzie wspominał moją dobroć? Czy pomogłem komuś, kiedy mógł liczyć tylko na mnie? Czy znalazłem czas dla tych, których kochałem? Czy zostawiłem po sobie więcej miłości niż rzeczy?
Bo kiedyś naprawdę nadejdzie dzień, gdy nasze nazwisko pojawi się na nekrologu. Zatrzyma się czas, ucichną codzienne sprawy… I wtedy nie będzie miało znaczenia, ile posiadaliśmy. Będzie miało znaczenie tylko to, kim byliśmy.
Bo kochani… czasami przychodzi telefon. Jeden telefon. Jedna wiadomość. Taka, której nikt nie chce usłyszeć. I nagle okazuje się, że wszystkie ważne sprawy były nieważne. A wszystkie nieważne były najważniejsze.
Słońce świeci dla każdego. Niebo jest dla każdego. Miłość jest dla każdego. Dobroć jest dla każdego. Najważniejsze rzeczy są za darmo, tylko czasami o tym zapominamy i biegniemy…


