Dwa tygodnie

utworzone przez | wrz 6, 2026 | Wydarzenia

Sąsiad z klatki obok, zmarł w swoim mieszkaniu. Nagle. Sam. Przez dwa tygodnie leżał w łazience.

Dwa tygodnie.

Nie potrafię przejść obojętnie obok tych dwóch słów. Bo dwa tygodnie to przecież czternaście poranków i czternaście wieczorów. Ludzie wychodzili do pracy, wracali z zakupami, wyprowadzali psy, odbierali przesyłki. Ktoś trzaskał drzwiami, ktoś wnosił rower, ktoś z kimś rozmawiał na schodach. Toczyło się zwyczajne życie.

Tylko jego już w tym życiu nie było.

Był środek lata, upał. Po pewnym czasie na klatce pojawił się nieprzyjemny zapach. Początkowo nawet on nie wzbudził większego niepokoju. Dopiero, kiedy stał się nie do zniesienia, ktoś zaczął szukać przyczyny.

I wtedy okazało się, że za drzwiami jednego z mieszkań od kilkunastu dni leży martwy człowiek.

Ale jest w tej historii jeszcze jeden szczegół, który nie daje mi spokoju.

Do dziś w jego kuchni pali się światło.

Patrzę na to okno i myślę, że to on chwilę przed śmiercią zapalił to światło. Może wszedł do kuchni po szklankę wody. Może chciał coś zjeść. Może po prostu… nacisnął włącznik, jak robił to tysiące razy wcześniej, nie wiedząc, że wykonuje jedną z ostatnich zwyczajnych czynności w swoim życiu.

I to światło zostało.

Człowieka nie ma, a ono nadal się pali.

I trudno mi uciec od gorzkiej myśli, że w tej historii światło okazało się trwalsze niż ludzkie zainteresowanie drugim człowiekiem.

Można oczywiście powiedzieć: takie rzeczy się zdarzają. Rodzina daleko. Sąsiedzi mają swoje sprawy. Każdy pracuje, spieszy się, żyje własnym życiem.

Tylko, że… właśnie to zdanie „każdy ma swoje życie” zaczyna mnie coraz bardziej niepokoić.

Bo, jak daleko może sięgać nasze własne życie, zanim zupełnie przestaniemy dostrzegać cudze?

Nie chodzi o szukanie winnych. Nie wiemy, jakie były relacje tego człowieka z rodziną, jak żył, jak wyglądały jego kontakty z sąsiadami. Nie znamy całej jego historii. Dlatego łatwe oskarżenia byłyby niesprawiedliwe.

Ale pytanie pozostaje.

Jak długo człowiek może nie pojawiać się w świecie innych, zanim ktoś zauważy jego brak?

Kiedyś ludzie wiedzieli, kto mieszka za ścianą. Czasem aż za dobrze. Dzisiaj nauczyliśmy się szanować prywatność… Tylko być może po drodze pomyliliśmy prywatność z obojętnością. Bo… zainteresowanie drugim człowiekiem nie musi oznaczać wchodzenia w jego życie.

Może więc największym problemem współczesnej samotności nie jest brak ludzi wokół. Może jest nim brak ludzi, którzy zauważyliby naszą nieobecność.

Bo można mieszkać w bloku pełnym mieszkań. Można codziennie mijać dziesiątki osób. Można mieć telefon, rodzinę, kontakty zapisane w książce adresowej. A jednak pewnego dnia zniknąć.

I nikogo tym zniknięciem nie zadziwić.

Wiem… są takie sytuacje… człowiek może umrzeć sam. Tego czasami nie da się uniknąć. Ale nie mieści mi się w głowie, że nikt przez kilkanaście dni nie zauważa nieobecności drugiej osoby.

Zostaje tylko… to światło., bo przedmioty potrafią trwać bez naszej obecności.

Świat również. Ale on się nie zatrzyma, choć chcielibyśmy wierzyć, że zatrzymałby się choć jeden człowiek.

Że ktoś powiedziałby: „To do niego niepodobne”.

Że ktoś zadzwoniłby drugi raz.
Potem trzeci.
Nie dlatego, że ma obowiązek.
Dlatego, że zauważył brak.

O palącym się świetle, które wciąż pali się w mieszkaniu, poinformowałam spółdzielnię. Skontaktują się z rodziną.

I właściwie na tym można byłoby zakończyć tę historię.

Tylko, że ona nie kończy się dla mnie pytaniem o światło ani nawet o to, dlaczego przez tyle dni nikt nie wiedział, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami.

Ta historia zostawia za sobą smutne pytanie: ilu ludzi żyje dzisiaj podobnie – tak obojętnie i na uboczu, że ich codzienność nikogo, jakoś szczególnie nie interesuje?

Taka myśl na dzisiaj.

Wszystkie kategorie

Wydarzenia

Z życia Kościoła

Nasze Szkoły

Z regionu

Rozważania

Historia – wspomnienia

Wywiady – rozmowy

Słowo na niedzielę

Jeśli jesteś pełen pasji,
pragniesz tworzyć wartościowe treści
i chcesz stać się częścią wyjątkowego zespołu,
dołącz do „Gwiazdki Cieszyńskiej”!

Znajdź nas

Dołącz do nas i naszych przyjaciół
na mediach społecznościowych