Przy licznie zgromadzonej rzeszy wiernych, Wieczór Uwielbienia rozpoczęto Mszą św. koncelebrowaną pod przewodnictwem ks. Pawła Krężołka – proboszcza parafii, w koncelebrze z ks. Pawłem Wabikiem SDS, ks. Grzegorzem Szewczykiem SDS
i ks. Edwardem Wanatem SDS.
W homilii wygłoszonej przez ks. Pawła przytoczone zostały przykłady braku akceptacji ludzi chorych przez swoich najbliższych. Oceniając takie sytuacje, które ukazał na literackim przykładzie autorki Izabeli Pieczary „Pogmatwane życiorysy”, kaznodzieja podkreślił: – „Choroby fizyczne i psychiczne są źródłem cierpienia człowieka. Jednak największym źródłem nieszczęść ludzkich są niepoprawne relacje człowieka z Bogiem i ludzi między sobą. Można umierać na nie uleczalną chorobę i zachować godność, spokój i nadzieję. I można być zdrowym i doświadczać piekła tu na ziemi, a to dzięki bliźnim. Odrzucenie, izolacja człowieka, brak akceptacji sprawiają, że świat staje się bezduszny i wrogi. Doświadczamy tego nieraz w pracy, gdzie patrzą na nas jako wroga i konkurenta. Czujemy się nie tylko przez nich odrzuceni, ale z lękiem się oglądamy, z której strony nastąpi atak.
Tak zwana znieczulica społeczna staje się jedną z poważniejszych chorób doby współczesnej. Obojętność na los naszego bliźniego rodzi bezduszny, zimny i okrutny świat. Jest ona pewną formą odwrócenia się od człowieka, co jest równoznaczne z odwróceniem się od Boga”.
Ukazując na innym, z życia wziętym, przykładzie, obojętność wobec ludzkiego cierpienia homilista zaznaczył: – „Ta obojętność rodzi lęk i wzajemną nieufność oraz potęguje izolację. Jest ona oznaką chorego społeczeństwa. Jest to jak gdyby trąd dzisiejszego świata. Do tego właśnie świata Chrystus wyciąga rękę, aby go uzdrowić. Ta ręka niesie bezinteresowną miłość. Przyjęcie jej sprawia, że i nasza ręka wyciąga się w życzliwym geście do bliźniego. Wtedy nasz świat pięknieje, staje się bardziej przyjazny, więcej w nim nadziei, która mocą Chrystusa zmartwychwstałego przezwycięża śmierć i rodzi wieczność. Najprościej jest powiedzieć: sami są sobie winni!
Zburzmy wreszcie te leprozoria. Zanim przemyślimy, jak zrobić wielki i odpowiedzialny krok w pojednanie świata, uczyńmy dziś, zanim się rozmyślimy, jeden mały krok ku człowiekowi, którego nie lubimy. Świadomi tej starej jak świat prawdy, że trochę dobroci dla konkretnego człowieka znaczy więcej niż cała miłość do ludzkości”.
Po Eucharystii swoją historią i przeżyciami małżeńskimi podzielili się goście specjalni, państwo Klaudia i Adam Rębilas, przybliżając zgromadzonym poruszające świadectwo głębokich doświadczeń życiowych w walce z rzadką chorobą – dystrofią mięśniową pani Klaudii. Opowiedziała ona o wszystkich swoich przeżyciach związanych z trudnościami związanymi z chorobą i stałego odwoływania się do Boga o pomoc. Modlitwa pomogła jej pokonać chorobę, która się zatrzymała i na pokonanie depresji wywołaną chorobą.
Ważyła 27 kg, była w ciężkiej depresji, a lekarz powiedział wprost, że jeśli nic się nie zmieni – umrze. Wtedy Klaudia wypowiedziała modlitwę, która była krzykiem serca, a nie „ładnymi słowami”. To, co wydarzyło się później, ona sama nazywa przełomem, którego nie da się wytłumaczyć tylko medycznie.
Modlitwa także pomogła jej w znalezieniu życiowego partnera, który wspiera ją w codziennym modlitewnym skupieniu, które nie zawsze jest łatwe – podkreśliła pani Klaudia- Nie zawsze jest idealne. Czasem jesteśmy zmęczeni. Czasem nie wiemy, co powiedzieć. Ale nawet krótka modlitwa potrafi zmienić atmosferę całego dnia. Kiedy modlimy się razem, przypominamy sobie, że nie jesteśmy tylko mężem i żoną. Jesteśmy także dziećmi Boga.
I nagle okazuje się, że wiele problemów przestaje być takie wielkie.
Bo nie niesiemy ich sami. Oddajemy je Temu, który jest większy od naszych lęków. Dlatego wierzę, że modlitwa jest jednym z najpiękniejszych prezentów, jakie małżonkowie mogą sobie dać. Nie tylko wtedy, gdy wszystko jest dobrze.
Ale szczególnie wtedy, gdy jest ciężko”.
Kończąc swoją trudną, ale ufną Panu, relację pani Klaudia przekazała kilka przemyślanych i zanotowanych uwag o małżeństwie, podkreślając, że żyjemy
w czasach, w których często słyszymy, że jeśli jest trudno, to trzeba odejść. Jeśli pojawiają się problemy, to trzeba szukać czegoś nowego. Jeśli druga osoba nie spełnia naszych oczekiwań, to trzeba ją wymienić. A ja dzisiaj chcę powiedzieć coś zupełnie innego. Miłość nie zaczyna się wtedy, kiedy jest łatwo. Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, kiedy pojawiają się trudności. Dopiero wtedy okazuje się, czy kochamy człowieka za to, co nam daje, czy za to, kim jest.
Choroba nauczyła mnie jednej bardzo ważnej rzeczy; Nasze ciało się zmienia. Zdrowie może się pogorszyć. Możemy stracić sprawność.
Możemy stracić pracę. Możemy przeżywać kryzysy.
Ale jeśli fundamentem związku jest Bóg, wtedy wszystko inne można przetrwać.
W dniu ślubu wypowiadamy słowa:
„Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz ,że Cię nie opuszczę aż do śmierci.” W zdrowiu i chorobie. W dobrej i złej doli.
To są piękne słowa. Ale jeszcze piękniejsze jest życie nimi każdego dnia. Bo małżeństwo nie jest tylko wielkim weselem. Nie jest sesją ślubną.
Nie jest romantycznym wyjazdem.
Małżeństwo zaczyna się następnego dnia.
Przy zwykłej kawie, przy zmęczeniu, przy obowiązkach, przy łzach.
Przy wizytach lekarskich.
Przy chwilach, kiedy jedno z was nie ma już siły.
I właśnie wtedy miłość pokazuje swoje prawdziwe oblicze.
Dzisiaj wiem, że największym szczęściem nie jest znalezienie człowieka idealnego.
Największym szczęściem jest znalezienie człowieka, który zostaje.
Który nie ucieka.
Który każdego dnia mówi swoim życiem:
„Jestem obok.”
To właśnie otrzymałam od Boga w osobie Adasia.
Nie człowieka idealnego. Ale człowieka wiernego. Człowieka, który każdego dnia wybiera mnie na nowo.
I dlatego chcę powiedzieć wszystkim, którzy marzą o małżeństwie:
Nie szukajcie perfekcji.
Szukajcie człowieka, który razem z Wami będzie szedł do Boga.
Bo kiedy dwoje ludzi idzie w tym samym kierunku – do Jezusa – wtedy ich drogi naturalnie zbliżają się do siebie”.
Świadectwo to ocenione zostało, w rozmowach indywidualnych, jako niezwykle autentyczne, dające nadzieję oraz wskazujące, że przy pomocy Boga można pokonać nawet największe życiowe trudności i problemy.
Po tym głębokim wyznaniu, był czas na skupienie się na własnych problemach każdego uczestnika, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, w ciszy, głębokiej zadumie i wdzięczności oraz oprawie muzycznej zespołu The Worshippers. Klimatyczne oświetlenie w kościele i nowoczesne aranżacje, stworzyły przestrzeń sprzyjającą głębokiej modlitwie, która zakończyła się indywidualnym błogosławieństwem.
Połączenie Eucharystii, świadectwa zaproszonych gości, adoracji Najświętszego Sakramentu oraz indywidualnego błogosławieństwa sprawia, że wydarzenie ma charakter mocno wspólnotowy i dotykający osobistych intencji uczestników.
Gorące słowa podziękowania za tak cenną inicjatywę, która odbywa się cyklicznie, kierujemy do inicjatora tego projektu ks. Pawła Krężołka SDS i jego pomocników ze Wspólnoty „Młoda 9”, za energię i odpowiednie podejście do prowadzenia modlitwy ludzi w każdym wieku – od młodzieży po seniorów, nie tylko parafian, ale i wiernych z dalszych stron diecezji bielsko-żywieckiej.
Bóg zapłać za tak trwały sukces i niesłabnące zaangażowanie modlitewne społeczności. Mamy nadzieję, że po wakacjach spotkamy się na kolejnym
Wieczorze Uwielbienia, termin którego będzie ogłoszony.
Tekst i fotografie: Urszula i Andrzej Omylińscy


