Niedawno usłyszałam, że jestem niespójna. Że dużo piszę o dobroci i szacunku, a sama nie zawsze taka jestem. I… że skoro czasami reaguję gniewem, to moje słowa są niewiele warte. W skrócie, że jestem nieprawdziwa, a to co robię jest funta kłaków warte.
Przyznam, te słowa dały mi do myślenia.
I w pewnym sensie ta osoba miała rację. Bo, kiedy ktoś krzywdzi moje dziecko, nie jestem spokojna. Nie jestem łagodna. Nie jestem wyrozumiała. Jestem wściekła. I nie będę udawać, że jest inaczej.
W takich chwilach nie uruchamia się we mnie filozof, psycholog, autor pięknych tekstów o miłości bliźniego. Uruchamia się matka. Matka, która widzi ból swojego dziecka i która całym sercem chce je chronić. Która chce wykrzyczeć krzywdę, oskarżyć, wskazać winnego, i czasami chce powiedzieć drugiemu człowiekowi, że jest mały, głupi i nie wart uwagi.
To nie są piękne słowa i nie jestem z nich dumna, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto kiedyś nie powiedział za dużo, nie zranił za bardzo, albo nie miał momentu, w którym emocje wygrały z rozsądkiem. Sami wiecie, że w takich chwilach gniew miesza się z bezsilnością i próbuje przejąć kontrolę nad naszymi słowami.
Ale…
Istnieje ogromna różnica między tym, co czasami pojawia się w naszych myślach i emocjach, a tym, kim naprawdę jesteśmy.
W chrześcijaństwie nigdy nie chodziło o to, żeby niczego nie czuć. Nawet Jezus doświadczał gniewu. Nie chodzi więc o brak emocji, ale o to, że przychodzi moment, w którym trzeba zdecydować, czy ten gniew będzie tylko reakcją na krzywdę, czy stanie się usprawiedliwieniem dla nienawiści.
Coraz częściej myślę, że moje podcasty nie są opowieścią o doskonałości. Są opowieścią o drodze. O człowieku, który wierzy w dobro, ale sam codziennie musi się go uczyć. O człowieku, który czasem upada, czasem mówi za dużo, czasem daje się ponieść emocjom, a potem próbuje jakoś to poskładać.
Może właśnie dlatego warto o tym mówić. Bo dobroć nie polega na tym, że nigdy się nie złościmy. Polega na tym, że nie przestajemy pracować nad własnym sercem.
Bo człowieka nie definiuje najgorsza myśl, która przemknęła mu przez głowę. Człowieka definiuje kierunek, w którym idzie.
Czy potrafisz po pewnym czasie spojrzeć na sytuację szerzej? Czy masz w sobie choć odrobinę refleksji nad tym, co się stało? Czy walczysz o dobro swojego dziecka, ale nie chcesz świadomie niszczyć drugiego człowieka?
Gdybym była osobą obojętną moralnie, nie zadawałabym tego typu pytań… Nie zastanawiałabym się, czy postępuję dobrze. Ludzie naprawdę okrutni – zwykle nie rozliczają się z własnego serca.
Nie mówię o dobroci z pozycji świętej osoby, która nigdy się nie złości. Mówię o niej jako ktoś, kto codziennie próbuje wybierać dobro mimo własnych emocji.
Z perspektywy wiary powiedziałbym – że w każdym z nas jest rozdźwięk między tym, kim chcemy być, a tym, kim czasem jesteśmy. Piszę o dobroci, a potem zdarza mi się powiedzieć coś okrutnego. To nie hipokryzja. Hipokryzja byłaby wtedy, gdybym uważała się za nieskazitelną i nie widziała problemu. A ja go widzę, żałuję i próbuję naprawić, choć sama zostałam zraniona.
Nie mogę cofnąć słów. Nikt nie potrafi. Mogę jedynie: uznać swoją winę, przeprosić, starać się nie powtórzyć tego w przyszłości, i przyjąć, że także Ty masz prawo do błędów. Nie dlatego, że błędy są nieważne. Dlatego, że człowiek nie jest sumą najgorszych słów, które wypowiedział w chwili gniewu. Jest sumą tego, co robi później.
Dlatego dziś nie chcę nikogo pouczać.
Chcę tylko powiedzieć, że jestem człowiekiem. Tak samo jak Ty, popełniam błędy. Czasem mówię za dużo. Czasem reaguję zbyt emocjonalnie. Czasem nie dorastam do własnych ideałów.
Ale mimo to nadal wierzę, że warto próbować. Warto szukać dobra nawet wtedy, gdy samemu nie jest się idealnym.
Bo być może właśnie wtedy najbardziej rozumiemy innych. I być może właśnie wtedy najpełniej odkrywamy, że w każdym człowieku mieszka coś więcej niż jego błędy. Że pod warstwą gniewu, lęku i słabości nadal jest człowiek stworzony do miłości. Nawet wtedy, gdy bardzo daleko nam do doskonałości.
Reasumując – ważne, z czego wyrasta nasza złość i w jakim kierunku nas prowadzi. Czy zamyka nas w nienawiści, czy zmusza do refleksji. Czy odbiera nam człowieczeństwo, czy pomaga stanąć w obronie tego, co ważne…
A to już wiem tylko ja – a nie osoba, która mnie oceniła i dzięki której powstała ta treść.
Taka refleksja Kochani.


