Najpierw był dom…

utworzone przez | sty 17, 2026 | Wydarzenia

Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że tak wygląda prawdziwa miłość.

Że ma smak świeżej bułki przyniesionej ze sklepu o świcie przez tatę. Jeszcze ciepłej. Zjedzonej w pośpiechu przed szkołą.

Że jest światłem zapalonym w oknie, gdy wracam późno. Znakiem, że ktoś czeka.

Że brzmi jak „załóż szalik”, powtórzone setny raz i jak modlitwa na drewnianym różańcu za mnie.

Że jest cierpliwością do moich nastrojów, koglem – moglem na osłodę gorszych dni i wspólną fotografią w albumie. 

Że to wzrok mamy który odprowadza mnie aż do zakrętu.

Że to wszystkie rysunki starannie zbierane i chowane do szuflady, jakby były największym skarbem.

Że to zeszyty obłożone szarym papierem i czysty strój na WF, przygotowany wcześniej.

Że to rękawiczki wsunięte do kieszeni „na wszelki wypadek” i buty schnące na kaloryferze, w zimowy wieczór. 

Że to pamiętanie dat, egzaminów, ważnych dni.

Nocne czuwanie przy uporczywym kaszlu, który nie dawał spać i odkładanie własnych marzeń na później.

Że to ciepła dłoń na plecach, gdy płacz po rozstaniu nie znikał.

I ciche „wszystko będzie dobrze”, nawet gdy nikt nie miał pewności.

Że to dom, który zawsze na mnie czekał.

Że to granice stawiane z troski, żebym była bezpieczna.

Że to pytanie: „zjadłaś dziś coś ciepłego?”.

Że to rady, o które nie prosiłam, ale które zawsze wynikały z miłości.

Że to drożdżowe ciasto i kompot z jabłek.

Że to chowanie własnego bólu, żeby nie martwić.

Że to uśmiech, który pojawiał się zawsze, gdy wracałam.

Dopiero teraz rozumiem, że dorastałam, myśląc, że tak po prostu wygląda świat.

A dopiero później zrozumiałam, że to był dar. Że nie każdy miał światło w oknie, świeżą bułkę, spokojny głos w nocy i syrop z cebuli.

Dziś niosę tę miłość w sobie.

W tym, jak patrzę na ludzi. Jak się martwię. Jak pamiętam drobiazgi.

W tym, że potrafię być czyimś bezpiecznym miejscem – bo sama kiedyś je miałam.

I nawet jeśli nie zdążyłam, tego wszystkiego powiedzieć… Bo czasem po prostu brakowało słów, to wszystko, kim jestem, jaka jestem… wyrasta właśnie stamtąd.

Z domu.

Z rąk, które trzymały mnie wtedy, gdy jeszcze nie wiedziałam,

jak bardzo będą mi potrzebne przez całe życie.

Wszystkie kategorie

Wydarzenia

Z życia Kościoła

Nasze Szkoły

Z regionu

Rozważania

Historia – wspomnienia

Wywiady – rozmowy

Słowo na niedzielę

Jeśli jesteś pełen pasji,
pragniesz tworzyć wartościowe treści
i chcesz stać się częścią wyjątkowego zespołu,
dołącz do „Gwiazdki Cieszyńskiej”!

Znajdź nas

Dołącz do nas i naszych przyjaciół
na mediach społecznościowych