Eucharystii przewodniczył ks. Paweł, a wraz z nim przy ołtarzu modlili się: ks. Adam Lehmann SDS, ks. Edward Wanat SDS i ks. Grzegorz Szewczyk SDS.
Witając licznie zebranych wiernych, nie tylko swoich parafian ks. Paweł zaznaczył:
– Dziś rozpoczynając 35 Wieczór Uwielbienia chcemy właśnie zatrzymać się nad rodziną. Patrząc na tą z wzoru Józefa, Maryi i Jezusa chciejmy pamiętać o naszych rodzinach, takie jakie one dzisiaj są. Bo to może jest rodzina gdzie sam ojciec wychowuje swoje dzieci lub sama matka, a może dziadkowie wychowują swoje wnuki. Dlatego za wszystkie nasze rodziny pokornie złóżmy wielkie dziękczynienie Bogu, niech Bóg im błogosławi, a zmarłych prowadzi do bram nieba. Już teraz ogarnijmy modlitwą rodzinę Magdaleny i Artura Bury i ich dzieci, którzy dzisiaj złożą u nas świadectwo.
W wygłoszonym kazaniu, ks. Paweł nawiązując do wygłoszonej Ewangelii o historii Łazarza, zauważył: – „Dzisiejsza Ewangelia podkreśla wagę przyjaźni. Jezus przyszedł do wszystkich, nikogo nie odrzucał, nie dyskryminował żadnej grupy osób. Ale miał również przyjaciół. Pielęgnował i cenił ludzkie uczucie przyjaźni. Taką oazą przyjaźni dla Jezusa była Betania. Tam przebywał często i chętnie w towarzystwie trójki rodzeństwa: Marty, Marii i Łazarza. Betania dla Jezusa była miejscem oddechu, zatrzymania się, nacieszenia się ludzką przyjaźnią, a także miejscem duchowej odnowy do codziennego trudu ewangelizacji. Przyjaźń Jezusa była głęboka i delikatna”.
Przedstawiając przybycie Jezusa do Betanii kaznodzieja dalej wyjaśniał: -”Idąc do grobu Łazarza Jezus zapłakał. Świadkowie tego wydarzenia komentują: „Oto jak go miłował!” Jezus daje się opanować przez ludzką boleść i nie wstydzi się tego. Nie wstydzi się także łez. Łzy są niekiedy jedynym sposobem, w jaki możemy wyrazić naszą miłość i modlitwę. W Betanii Jezus odsłania swoje człowieczeństwo. Jest braterski i wierny, czuły i subtelny.
Jezus nie godzi się na zło, nie staje przed grobem bez wzruszenia. Jezus kocha także w ludzki sposób. I dlatego wzywa do życia. „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” Te słowa kieruje również do każdego z nas. Wyjdź z więzienia, w którym się zamknąłeś, rezygnując z ideałów i prawdziwych wartości, żyjąc w iluzjach. A także zrzuć „krępujące cię chusty i opaski!” Czyli zerwij więzy, które na siebie nałożyłeś albo pozwoliłeś, by uczynili to inni.
Dopiero, gdy zrzucimy z naszej twarzy „opaski”, czyli maski i gdy wyjdziemyn z „grobu”, z więzienia strachu – zaczniemy prawdziwie żyć. Prawdziwa przyjaźń Jezusa wyzwala. Uwalnia od lęków, manipulacji, zależności. Wyzwala z egoizmu i izolacji.
Odpowiedzmy sobie dzisiaj tak szczerze – Czy jestem zdolny do przyjaźni? Czy mam przyjaciół, czy mam raczej znajomych? Czy Jezus jest fundamentem moich ludzkich przyjaźni? Czy potrafię nawiązywać relacje w wolności, nie wiążąc innych ze sobą uczuciowo i nie wykorzystując ich potrzeb emocjonalnych. Czy nie manipuluję przyjaciółmi, nie zniewalam ich sobą? Czy nie wstydzę się uczuć? Czy potrafię je wyrażać? Czy raczej noszę zewnętrzne maski?
Warto w naszym życiu nazwać prawdziwe relacje – to jest moja rodzina. Bolesne jest kiedy mówimy, że z rodziną najlepiej jest na obrazku. To jest bardzo smutne powiedzenie, nie używajmy go nigdy w życiu. A pytajmy się ile walczymy dzisiaj o tę rodzinę, bo w życiu Józefa i Maryi też nie było łatwo. Kiedy patrzymy na historię ich życia, to tam ciągle było pod górę, ciągle. I na pewno było pełno momentów kiedy Józef mógłby się poddać. To jaki był Jezus po trzydziestu latach, to jest owoc wychowania Jego i Maryi. To dom w Nazarecie ukształtował Jezusa. Na ile nasze domy kształtują nas, ile razy my do tych domów wracamy, na ile my chcemy wracać do tych domów. Na ile te nasze domy, te nasze relacje są silne Jezusem, są silne Bogiem. Pytajmy się siebie czy potrafimy nawiązywać relacje w wolności nie wiążąc innych ze sobą uczuciowo, nie wykorzystując ich potrzeb emocjonalnych, czy nie manipulujemy dzisiaj przyjaciółmi w jakichkolwiek relacjach, nie zniewalajmy sobą.
Kończąc kazanie ks. Paweł podsumował: Czy ja dzisiaj będąc we wspólnocie kościoła, żyję taką dewizą jaką jest dewiza kościoła: kochać i służyć? A to jest nasze zadanie, nas wszystkich, bez względu po której stronie ołtarza jesteśmy, kochać i służyć”.
Po Eucharystii swoim życiowym świadectwem wierności Bogu i wiary podzieliło się małżeństwo Magdalena i Artur Bury – poddawani każdego dnia życiowym próbom. Przedstawiając zaproszonych gości Ks. Paweł podkreślił, że są to ludzie głęboko zakorzenieni w Bogu mimo, że przeżywali trudne tragedie rodzinne i chwile rozpaczy.
Przedstawiając się małżonkowie stwierdzili, że są małżeństwem już 17 lat, Bóg obdarzył ich piątką dzieci, z których trójka jest już w Niebie. Jak wyjaśniali, podczas pierwszej ciąży, brat pani Magdaleny uległ śmiertelnemu wypadkowi samochodowemu, co bardzo negatywnie wpłynęło na jej stan zdrowia, będąc zmuszona do dłuższego pobytu w szpitalu. Była jednak przekonana o opiece Matki Bożej więc wszystkie perturbacje zdrowotne przyjmowała ze spokojem.
Jak dalej wyjaśniał pan Artur należą do parafii NSPJ w Bielsku-Białej i biorą udział w różnych wspólnotach, które prowadzą wspaniali kapłani, przybliżając im wartości, które bardzo sobie cenimy.
Nasz dom, naszą rodzinę budujemy nie na piasku jak – wspomina Pismo Św. ale na skale, aby była trwała i silna o czym też pisał papież Benedykt XVI. A czy budujemy na skale, czy jesteśmy niewierzący, to zawsze jakaś burza przyjdzie i uderzy w nasze życie. Jak to przeżyjemy, przetrwamy lub nie, zależy od tego jakie mamy fundamenty. I na nas też przyszły burze. Drugie dziecko żona poroniła, a potem na świat przyszedł Ignaś. W tym czasie pojawiły się chorobowe oznaki u Stasia. Po badaniach wykryto w głowie guza o rozmiarach wymagających pilnej operacji onkologicznej. I dzięki Bogu i wspaniałym ludziom operacja została bardzo szybko i sprawnie przeprowadzona, ale była również diagnoza, że przypadek jest trudny, grożący na przyszłość przerzutami, jako rak złośliwy. Po operacji Staś szybko wracał do zdrowia, po dwóch tygodniach był sprawny, choć z dziurą w głowie Był akurat
w okresie przed komunijnym. Po kolejnych badaniach okazało się, że wcześniejsze diagnozy o dalszym rozwoju nowotworu, potwierdziły się i konieczne stało się dalsze wielomiesięczne leczenie. No i potem zaczęła się dalsza nasza przygoda z chemioterapią onkologiczną.
W międzyczasie odbyła się I Komunia chłopaka. Będąc w szpitalu zaczął przeglądać i czytać otrzymane z tej okazji różne fragmenty Pisma św. Zainteresowały go zamieszczone tam różne przykłady opisów, które starał się zrozumieć i interpretować swoją sytuację. W tym trudnym czasie wspierały nas różne wspólnoty czy znajomi co bardzo nas wzruszało i było wielką pomocą. Dodatkowo przydarzyło się zwolnienie grupowe pana Artura w pracy i jej zmiana co pozwoliło na pełną obecność w domu i włączenie się do opieki nad chorym Stasiem. Przyjęte to zostało przez obojga rodziców jako Boży plan, aby pan Artur był przy rodzinie i był w pełni jej pomocny.
W czasie pobytu w szpitalu Staś codziennie uczestniczył w Eucharystii. W domu przed każdym podaniem chemii modliliśmy się o jej łagodne skutki, bo po każdej chemioterapii organizm bardzo ciężko reagował. Na każdej Mszy św. prosiłam Pana Boga o pomoc. Staś wierzył, że Pan Bóg może mu pomóc, na korytarzu modlił się z różańcem, co nawet pacjenci zauważyli, widząc w nim przyszłego kapłana. Po powrocie do domu i szkoły również do każdego nauczyciela zwracał się słowami: „z Panem Bogiem”, nawet do takich, którzy mogli być niewierzący. A gdy od takich uzyskał w końcu taką samą odpowiedź, wówczas stwierdzał, że osoba się nawróciła. Od początku też mówił, że chce zostać księdzem i architektem.
Z początkiem sierpnia 2022 nagle stan Ignasia gwałtownie się pogorszył – wspominała pani Magdalena – zaczął mdleć, w trakcie jazdy karetką, konieczna była reanimacja. Jednak wkrótce zmarł. Cały czas cierpiąc, trwaliśmy na modlitwie. Wierzyliśmy, że Pan Bóg tym wszystkim kieruje.
Po krótkim czasie, rozwój nowotworu u Stasia jednak dalej nastąpił. Podczas pobytu w szpitalu Staś rozdawał różańce, modlił się i uczestniczył w nabożeństwach w szpitalnej kaplicy, również służył do Mszy św, co nie było proste z uwagi na różne ograniczenia chorobowe.
Na korytarzu lekarz poinformował nas, że ta noc jest kluczowa, co wzbudziło zaciekawienie Stasia, więc oględnie wspomniałam o słabych wynikach leczenia, że możliwości jest już niewiele, więc tylko Pan Bóg może nam pomóc, zobaczymy jaka będzie Jego wola. Staś się zapytał: A co będę robił u Boga? Odpowiedziałam: Jest tam Babcia, Ignaś, inni, więc nie ma się czego bać. Przyjął to wyjaśnienie i nawet się ucieszył.
Ponieważ szpital nie był w stanie nic więcej uczynić Staś został wypisany i skierowany do Domowego Hospicjum, do dalszej opieki. Przyjmował sterydy, które utrzymywały go jeszcze przy życiu i w miarę dobrym stanie. Mając kontakty w internecie zamieszczał tam nagrane filmiki. Otrzymywaliśmy zwrotnie wiele listów, kartek z różnych krajów z życzeniami, świadectwami co potwierdzało wartość tych filmików. Lubił śpiewać piosenki naszych znanych piosenkarzy jak np. Grechuty, Wodeckiego.
Gdy był ministrantem wolał sam być w kościele, aby móc adorować Boga tak długo jak chciał, a razem z innymi ministrantami, musiał się dostosować do wspólnych zachowań. Nagrał też filmik pt.”Do zobaczenia w Niebie” – jest to zaproszenie do spotkania i do zobaczenia w Niebie. Rozmowy ze Stasiem były mocne, głęboko wnikały w naszą wiarę, jak na 12 letnia osobę. Ostatnią Eucharystię odprawialiśmy w domu podczas świat Bożego Narodzenia z ks. Pawłem. Staś zmarł w styczniu 2024 r. w pierwszy czwartek miesiąca.
Mamy wielką pewność, że wszystko dzieje się z woli Bożej i we właściwym czasie, z powodów, których nie jesteśmy świadomi. Również dzisiejsza Ewangelia mówiąca o zmartwychwstaniu Łazarza potwierdza, że Jezus spóźnił się celowo, bo ta choroba prowadziła nie do śmierci, ale do chwały Bożej. Śmierć Stasia i Ignasia też prowadzą do chwały, o której nic nie wiemy. Każdy z nas jakiś krzyż nosi, przeżywamy wiele różnych życiowych cierpień, utratę dzieci i inne. Planów Bożych wcześniej nie znamy, co nam Bóg szykuje. Wierzymy, że wrócimy do naszych dzieci.
Po pewnym czasie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Podczas badań stwierdzono bliźniaki, chłopaka i dziewczynkę. Lekarz dla bezpieczeństwa skierował mnie do szpitala, gdzie przebywałam na obserwacji 40 dni. Bliźniaki urodziły się piękne i zdrowe. Dziękujemy Bogu za ten cud.
Swoim znajomym, leczącym się na onkologii, przesyłamy różańce z zaleceniem modlitwy, a nie panikowania, i to nawet w najgorszych przypadkach jak np. nowotwór IV stopnia. Tych Bożych planów nie znamy, ale powinniśmy być ufni, że wszystko stanie się wg Jego woli. Amen”.
Podziękowanie i podarunek dającym świadectwo złożyli przedstawiciele Młodej 9 Wojciech i Dominika, a także sam ks. Paweł.
Ogłoszony został również termin następnego 36 Bielskiego Wieczoru Uwielbienia u Salwatorianów, który odbędzie się w piątek 24 kwietnia 2026 r.
Po tych wzruszających, pełnych bólu zwierzeniach małżeństwa Magdaleny i Artura Bury była okazja, aby w ciszy zwrócić się z modlitwą i swymi prośbami do Pana Jezusa podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Pomogły w tym też pieśni zespołu muzycznego The Worshippers. Modlitwa ta zakończyła się indywidualnym błogosławieństwem dla każdego chętnego uczestnika Wieczoru Uwielbienia.
Wydarzenie to było głębokim przeżyciem dla każdego wiernego, co potwierdzali
w swych wypowiedziach, wychodząc z kościoła, po zakończeniu uroczystości.
Wypowiedzi uczestników Wieczoru Uwielbienia .
Pani Elżbieta z Bielska-Białej – Jestem dzisiaj bardzo obolała po dzisiejszym Wieczorze Uwielbienia. Byłam drugi raz na świadectwie państwa Magdaleny i Artura Bury. Pierwszy raz była trzy lata temu. Za każdym razem ich świadectwo, ich heroiczne zmagania bardzo mnie poruszają, ale dzisiaj bardzo się też cieszę, że mają dzieci i to bliźniaki, a pamiętam jak walczyli o życie swojego Stasia. Podziwiam ich, że wytrwali w wierze, a nawet ją umacniali, bo takie doświadczenia jakie przechodzili mogą człowieka złamać. Podziwiam ich, że przeszli przez tyle cierpień i są pełni nadziei i entuzjazmu w Boże plany, bo wielu pewno by tego nie zniosło. I ich przykład może być dla innych wzorem czego w życiu należy się trzymać, wierzyć mocno w Boże zamiary.
Pani Janina z Bielska-Białej – Byłam dzisiaj bardzo wzruszona dzisiejszym świadectwem. Byłam na trzecim Wieczorze Uwielbienia gdzie gośćmi byli państwo Bury. Szczególnie oddziaływające na słuchaczy, na nas był ukazany obraz męczeństwa tej rodziny, i ich postawa, działania, mocno trzymanie się Boga, wiary może być dla każdego sposobem jak w tak trudnych warunkach w życiu można sobie radzić, w najgorszych życiowych przypadkach. Ukazane postacie dzieci, a szczególnie Stasia tak zapadły w moją pamięć, że wydaje się, że on tu dalej jest z nami, przy swoich rodzicach. To wszystko jest tak niezwykłe, że trudno to opowiedzieć, trzeba chyba w ciszy przeżyć.
Panie Hanna i Bożena – Zapamiętaliśmy szczególnie to, że należy Bogu ufać, i wierzyć w Boży plan. Tak jak na krzyżu widzimy Jezusa cierpiącego, a potem zmartwychwstałego, tak człowiek nawet w najtrudniejszych chwilach może liczyć zawsze na jego obecność i pomoc. Jest z nami zawsze. Mimo różnych utrudnień, bólu, a nawet upadku człowieka, okazuje się, że ma dla nas dobry plan dający wytchnienie, radość i nadzieję.
Tekst i fotografie: Urszula i Andrzej Omylińscy


