W dniu 9 lutego br. w bielskiej katedrze odbyła się Msza pogrzebowa Mariana Kasprzyka.
Mszy św. pogrzebowej przewodniczył ks. biskup Marian Florczyk, delegat KEP ds. sportu wraz ks. biskupem Piotrem Gregerem. Przy ołtarzu modlili się również księża: Antoni Młoczek – proboszcz parafii, Andrzej Zawada- proboszcz parafii św. Wawrzyńca DM i św. Kazimierza Królewicza w Rajczy, Stanisław Sojka- senior parafii katedralnej i Robert Kasprowski – diecezjalny duszpasterz sportowców i sekretarz ks. biskupa Piotra.
Przed Mszą świętą odmówiono modlitwę Różańcową , po której głos zabrali:
Mateusz Kotecki – minister z kancelarii Prezydenta RP, Adam Ruśniak- v-ce prezydent Miasta Bielska- Białej, Mieczysław Nowicki- v- ce prezes PKOL, Grzegorz Nowaczyk- prezes PZB, Tadeusz Pilarz – prezes Beskidzkiej Rady Olimpijskiej oraz ks. Andrzej Zawada. Wszyscy przedmówcy wspominali osiągnięcia i sportowe sukcesy śp. Mariana Kasprzyka.
Homilię wygłosił ks. biskup Piotr Greger, który zwracając się do licznie zgromadzonych powiedział:
„Życie człowieka można opisywać czy definiować na wiele różnych sposobów. Patrząc na nie przez pryzmat doświadczenia możemy powiedzieć, że człowiek jest istotą żyjącą, która ciągle na coś czeka; zawsze w przekonaniu, że to jest przed nim będzie lepsze od tego, co jest teraz, a tym bardziej od tego, co jest już za nami (podać przykłady tego oczekiwania). Cechą wspólną tych wszystkich etapów oczekiwania jest nadzieja na lepszą przyszłość, ona jest motorem napędowym naszych oczekiwań. Aż trudno sobie wyobrazić, jakie byłoby życie człowieka, gdyby brakowało w nim nadziei. W tym modelu myślenia musimy być do końca konsekwentni, wszyscy czekamy na moment śmierci. Czy to oczekiwanie jest również pełne nadziei? A może jest przepełnione niepokojem, lękiem, poczuciem strachu, bo co będzie ze mną tam, na drugim świecie, za progiem śmierci? Jaki będzie mój wieczny los? Dla naszego brata śp. Mariana to oczekiwanie się już zakończyło. Odszedł z tego świata w dniu liturgicznego święta Ofiarowania Pańskiego, a pogrzeb ma miejsce, kiedy na terenie Italii odbywają się zimowe igrzyska olimpijskie. To przypadek, a może jakiś znak, przez który Pan Bóg chce nam coś istotnego powiedzieć? Marian Kasprzyk traktował swoje życie na serio, poważnie, chociaż miewał też – jak każdy z nas – chwile słabości i upadków. W swoich licznych świadectwach, wygłaszanych w szkołach i wielu innych miejscach, gdzie był chętnie słuchany, wspominał o trudnej walce z własną chorobą nowotworową. Nie ukrywał spraw związanych z dolegliwościami w czasie choroby żony Krystyny, dla której poświęcił każdą chwilę, otaczając ją konieczną opieką. Wspominał również o zwycięskiej walce ze swoim uzależnieniem. Idea zmagania się z tym wszystkim, naznaczona determinacją, pełna poświęcenia i ofiary, była mu bardzo bliska; to nie było teoretyzowanie, to było życie. Żegnamy dziś wybitnego sportowca, świetnego pięściarza, ale nade wszystko – w naszej ludzkiej ocenie – dobrego, szanowanego i cenionego człowieka. Być może emocjonalnie nie potrafimy sobie z tym poradzić; dla niejednego z nas jest to ból trudny do uniesienia, ale nam trzeba się „wzbić” ponad emocje. Dlatego należy dopuścić do głosu tego, który nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; nie obrażać się na Niego, nie czuć się przez Niego odrzuconym czy zawiedzionym. Nasz udział w pogrzebie i pamięć modlitewna – jest najlepszą formą podziękowania złożoną dla śp. Mariana: za to że był, że żył wśród nas, że z nami i dla nas pracował, razem z nami gromadził się w kościele na modlitwie, że przez swoje osiągnięcia sportowe dał nam tyle radości, i to w czasach, kiedy doświadczaliśmy jej ogromnego deficytu. On już na ringu do walki nie stanie. Wierzymy w Boże miłosierdzie, i dlatego tutaj dziś jesteśmy. Ufamy, że Marian Kasprzyk po walce życia stoi przy Jezusie, który – jak sędzia na ringu – wyciąga rękę do góry zaznaczając w ten sposób jego ostateczne i definitywne zwycięstwo. Mamy nadzieję, że znalazł się w gronie tych, gdzie nie ma pokonanych; jest w nas ogromne pragnienie, aby mistrz sportu Marian Kasprzyk, znalazł się w miłujących objęciach Tego, który jest Mistrzem nad mistrzami. Prośmy więc Boga, aby Chrystus zmartwychwstały, którego na miarę swoich możliwości naśladował, będzie dla niego, a także w bliższej i dalszej przyszłości dla każdego z nas, nagrodą na wieki. Żywimy głęboką nadzieję, że znowu spotkamy się z Marianem w domu naszego Ojca i będziemy mogli sobie wzajemnie pogratulować z tego powodu, żeśmy życiowo odnieśli sukces”.
W uroczystościach pogrzebowych w bielskiej katedrze uczestniczyli licznie zgromadzeni wierni, rodzina, przyjaciele, przedstawiciele świata sportu oraz liczne poczty sztandarowe.
Podczas wynoszenia z katedry urny z prochami śp. Mariana Kasprzyka został pożegnany gromkimi oklaskami od licznie zgromadzonych uczestników pogrzebu.
Uczestnicy pogrzebu przejechali spod katedry na cmentarz parafialny w Kamienicy. Tu Marian Kasprzyk spoczął obok ukochanej żony Krystyny, a modlitwę pożegnalną na cmentarzu poprowadził ks. biskup Piotr Greger.
Marian Kasprzyk urodził się 22 września 1939 roku w Kołczynie koło Kielc. Dzieciństwo spędził częściowo w Niemczech, gdzie jego ojciec był zmuszany do pracy przymusowej podczas II wojny światowej. Po wojnie rodzina osiadła w Ziębicach. Tam, jako 16-latek, rozpoczął treningi bokserskie w Sparcie Ziębice, a następnie w Nysie Kłodzko, gdzie zaczął odnosić pierwsze sukcesy.
Przełom w karierze nastąpił po przeprowadzce do Bielska-Białej. Szybko trafił do reprezentacji Polski i wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie (1960). Dotarł do strefy medalowej w wadze lekkopółśredniej, lecz po zwycięstwie 5:0 nad Władimirem Jengibarianem doznał poważnej kontuzji łuku brwiowego i zakończył turniej z brązowym medalem. Rok później sięgnął po kolejny brąz podczas mistrzostw Europy w Belgradzie. Rok 1961 przyniósł dramatyczny zwrot w jego życiu. Po bójce w lokalu – jak się później okazało z milicjantami po cywilu – został skazany na rok więzienia i objęty dożywotnią dyskwalifikacją sportową. Dzięki wstawiennictwu środowiska bokserskiego i Polskiego Związku Bokserskiego kara została cofnięta, a Kasprzyk wrócił na ring. Kulminacją jego kariery były Igrzyska Olimpijskie w Tokio (1964). Startując w wadze półśredniej, mimo złamanego kciuka prawej dłoni, dotarł do finału i pokonał Ricardasa Tamulisa, zdobywając złoty medal olimpijski – symbol niezłomnej woli walki. Reprezentował Polskę również na Igrzyskach w Meksyku (1968). Karierę zakończył w 1976 roku, mając na koncie 270 walk (232 zwycięstwa). Po zejściu z ringu został trenerem m. in. Górnika Knurów, Górnika Wesoła i BBTS Bielsko. Był Zasłużonym Mistrzem Sportu. W 1992 roku przeszedł ciężką operację po wykryciu nowotworu układu pokarmowego. Po niej doznał głębokiej duchowej przemiany, a złoty medal olimpijski złożył na Jasnej Górze jako wotum wdzięczności za ocalone życie. W 1966 roku jego losy upamiętnił film „Bokser” w reżyserii Juliana Dziedziny, z Danielem Olbrychskim w roli głównej.
Żegnaj Mistrzu.
foto i tekst: ms


