Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że tak wygląda prawdziwa miłość.
Że ma smak świeżej bułki przyniesionej ze sklepu o świcie przez tatę. Jeszcze ciepłej. Zjedzonej w pośpiechu przed szkołą.
Że jest światłem zapalonym w oknie, gdy wracam późno. Znakiem, że ktoś czeka.
Że brzmi jak „załóż szalik”, powtórzone setny raz i jak modlitwa na drewnianym różańcu za mnie.
Że jest cierpliwością do moich nastrojów, koglem – moglem na osłodę gorszych dni i wspólną fotografią w albumie.
Że to wzrok mamy który odprowadza mnie aż do zakrętu.
Że to wszystkie rysunki starannie zbierane i chowane do szuflady, jakby były największym skarbem.
Że to zeszyty obłożone szarym papierem i czysty strój na WF, przygotowany wcześniej.
Że to rękawiczki wsunięte do kieszeni „na wszelki wypadek” i buty schnące na kaloryferze, w zimowy wieczór.
Że to pamiętanie dat, egzaminów, ważnych dni.
Nocne czuwanie przy uporczywym kaszlu, który nie dawał spać i odkładanie własnych marzeń na później.
Że to ciepła dłoń na plecach, gdy płacz po rozstaniu nie znikał.
I ciche „wszystko będzie dobrze”, nawet gdy nikt nie miał pewności.
Że to dom, który zawsze na mnie czekał.
Że to granice stawiane z troski, żebym była bezpieczna.
Że to pytanie: „zjadłaś dziś coś ciepłego?”.
Że to rady, o które nie prosiłam, ale które zawsze wynikały z miłości.
Że to drożdżowe ciasto i kompot z jabłek.
Że to chowanie własnego bólu, żeby nie martwić.
Że to uśmiech, który pojawiał się zawsze, gdy wracałam.
Dopiero teraz rozumiem, że dorastałam, myśląc, że tak po prostu wygląda świat.
A dopiero później zrozumiałam, że to był dar. Że nie każdy miał światło w oknie, świeżą bułkę, spokojny głos w nocy i syrop z cebuli.
Dziś niosę tę miłość w sobie.
W tym, jak patrzę na ludzi. Jak się martwię. Jak pamiętam drobiazgi.
W tym, że potrafię być czyimś bezpiecznym miejscem – bo sama kiedyś je miałam.
I nawet jeśli nie zdążyłam, tego wszystkiego powiedzieć… Bo czasem po prostu brakowało słów, to wszystko, kim jestem, jaka jestem… wyrasta właśnie stamtąd.
Z domu.
Z rąk, które trzymały mnie wtedy, gdy jeszcze nie wiedziałam,
jak bardzo będą mi potrzebne przez całe życie.


