Każdego dnia… Bierzesz na siebie ciężary, które nie są twoje. Dźwigasz obce winy. Naprawiasz szkody, których nie wyrządziłaś. Przeżywasz cudze decyzje i cudze zaniechania. Kryzysy, które jakoś tak po prostu trafiają do Ciebie. Jakby było oczywiste, że to ty musisz je unieść. Zrozumieć.
Jesteś jak strażak gaszący cudze pożary, jak mur chroniący przed wichrem, który nie tobie ma służyć.
Czujesz nie swój wstyd. Tłumaczysz się z błędów, których nie popełniasz. Przepraszasz za rzeczy, które wydarzają się poza tobą. Przecież „Ty zawsze rozumiesz”.
Jesteś wymówką, podporą w nieskończoność. Miejscem, gdzie można uciec od własnych błędów. Jesteś kocem, który przykryje każdą niedojrzałość. Każdą niedoskonałość. Parasolem, który zawsze osłoni. Lekarstwem na wszystko… jesteś.
Jeśli coś zepsute — ty to naprawisz.
Jeśli coś zaniedbane — ty to nadrobisz.
Jeśli coś przegapione — ty się z tym zmierzysz.
Nie pytasz „dlaczego?”, nie szukasz wymówek. Otwierasz się na cudzą słabość i nigdy nie odwracasz od tych, których kochasz, nawet gdy popełniają błędy – tłumaczysz i usprawiedliwiasz, nawet wtedy, gdy inni widzą już tylko porażki i przewinienia.
Bez hałasu, bez rozgłosu, często bez wdzięczności. Jesteś obecna. Trwasz. Bierzesz na siebie rozczarowania i błędy i gdybyś mogła jednym gestem uniewinnić, ochronić, wymazać to, co złe. Zrobiłabyś to natychmiast. I nie dlatego, że musisz. Ale dlatego, że kochasz.
Jak skała, o którą można się oprzeć, nawet gdy wszystko inne się chwieje. I jak ostoja, do której można wrócić, nawet jeśli się zawiodło.
Jesteś miejscem, myślami, zapachem wspomnień, bezpieczną przystanią, przy której cumują myśli, gdziekolwiek się jest. Jesteś ciszą, spokojem, obietnicą – że będzie lepiej.
Codziennie dźwigasz chleb, ziemniaki i coś do chleba, a oprócz tego rozbite serca, zawiedzione nadzieje i niespełnione marzenia. A w trudnych chwilach, kiedy świat wydaje się nieprzyjazny, dodajesz odwagi i podnosisz na duchu.
Niezależnie od burz i trudności, niesiesz świat dalej – bez słów, bez oczekiwań, z miłością większą niż cokolwiek. I mogłabyś przejść w deszczu i w słońcu dla tego kogoś cały świat, choć ten ktoś nie przejdzie dla ciebie nawet na drugą stronę ulicy.
Bo są ludzie, którzy biorą miłość jak powietrze – zupełnie nieświadomie. Oddychają nią, nie myśląc nawet, skąd się wzięła i jak będzie bez niej…


